środa, 14 marca 2018

aaaaaaaaaaa mały update mojego nudnego żywota

  Witam znów po długiej przerwie, w sumie nic się nie zmieniło, uczę się grać na pianinie i moja szafa urosła o te kilka ładnych swetrów z lumpa. Żyję sobie całkiem dobrze. Zdążyłam się zakochać tylko raz i bardzo trudno idzie mi odkochiwanie się, ale cóż mogę poradzić (no nic nie mogę poradzić).
Zrezygnowałam z domeny kaganek, bo o ile była to jak najbardziej cool hipster indie nazwa, to nic sobą nie wnosiła, a dodatkowo słowo to nawet nie brzmi dobrze. Kaganek to przeszłość, teraz pora na daj-mi-spać, ponieważ, hehe, często chce mi się spać. Teraz jesteśmy edgy relatable nastolatkami.

  Naprawdę chciałabym napisać coś ciekawego, co mogłoby dotrzeć do więcej niż ośmiu osób, w tym kilku z Francji i Stanów, którzy język polski widzą pierwszy raz, ale ostatnie miesiące spędzam na oglądaniu filmów, cierpliwej prokrastynacji i walce z pierdami hormonów w moim mózgu. Proszę mi wierzyć, takie pierdy to nic fajnego, tylko wahania nastrojów i brak chęci. To trochę tak, jakby się wchodziło na górę, podziwiając widoki, ale trzy kroki dalej zdecydowało, że w sumie to chce się z tej góry zrzucić.

  Staram się czytać, pisać piosenki, grać w gry, robić fajne rzeczy, ale tylko czekam na wiosnę, żeby móc biegać sobie w swetrze po mieście i śpiewać na całe gardło stare piosenki nad rzeką.

  Kończąc to krótkie wycie na temat mojego życia, szybko wspomnę o wolontariacie. To superancka sprawa jest, bardzo polecam każdemu, kto ma chociaż chwilkę czasu. Można poznać naprawdę milusich ludzi, pojechać w fajne miejsce a przede wszystkim porobić chociaż trochę dobra, aby wszystkim żyło się chociaż trochę lepiej. I jaką satysfakcję to daje!

  No to buzi, napiszę jak za kilka miesięcy znów mi się coś przypomni.

piątek, 1 grudnia 2017

lil peep was a drug addict and got what he deserved

nie

Może zacznijmy od początku.

 Gustav Åhr, czyli tytułowy Lil Peep, urodził się 1 listopada 1996 roku, zmarł kilka tygodni temu, 15 listopada 2017. Tworzył odkąd miał 17 lat, jego muzyka była mieszanką lo-fi, rapu, samplował grunge, rock i brit pop. Ogół tej twórczości można określić mianem emo rapu lub emo renesansu. Wydał jeden album studyjny i cztery mixtape'y, brał również udział w kilku innych projektach i tworzył z różnymi artystami.

 
 Gus zmarł prawdopodobnie od przedawkowania xanaxu, ale w substancji znaleziono też fentanyl. Tu pojawiają się teorie spiskowe. Dziewczyna, która sprzedała mu tabletki kilka razy dosypywała różne rzeczy do narkotyków, które rozprowadzała, co kiedyś prawie skończyło się śmiercią jej i jej chłopaka. Chwilę po śmierci artysty wyszła ze wszystkich konwersacji i zniknęła z internetu. Po internecie krąży wiele screenów z dowodami, jak i wiele innych elementów budzących podejrzliwość.

 Manager Lil Peepa wielokrotnie podkreślał, że artysta kochał swoją sztukę i pomimo całej tej depresyjnej otoczki, którą wykreował głównie przez teksty piosenek i nawiązania do kultury emo bardzo lubił swoje życie i nie chciał umrzeć. Dodatkowo, w swoim ostatnim filmiku dodanym chwilę przed drzemką, z której już się nie obudził, Peep mówi ile wziął tabletek i że czuje się bardzo dobrze. Kończy filmik słowami "do zobaczenia na koncercie", co łamie serce wyjątkowo mocno, biorąc pod uwagę następstwo wydarzeń.

 Jego śmierć była prawdopodobnie nieszczęśliwym wypadkiem albo morderstwem. Policja ruszyła z dochodzeniem, ale najszybciej dowiemy się wszystkiego dopiero za kilka tygodni, kiedy zakończą się badania toksykologiczne.

 Bardzo trudno uwierzyć w tą sytuację, ale jedno pozostanie faktem. Muzyka Gustava dała wielu ludziom inspirację, chęć tworzenia, a odebrała strach przed pokazaniem samego siebie. Jego oryginalna osobowość, jak i bezpośredniość i brak oporów przed wyrażaniem siebie z pewnością pomogła wielu ludziom. Osoby, które poznały go osobiście, bez przerwy poskreślają jakim ciepłym człowiekiem był.


 O wiele lat za wcześnie, Gus. Tęsknimy.


kimże ty jesteś żeby pisać bloga co nawet po polsku mówić nie umiesz daj se spokój

eeeeeeeeeeeeeeee
dzień dobry
(co jak co, ale witanie się na nowych blogach mam już obcykane jak nic innego, aż trudno zliczyć ile tego przeszło przez moje dłonie i tą niezniszczalną klawiaturę na starym laptopie)

  Wypadałoby się przedstawić, co nie? No nie, bo i tak wszyscy co będą to czytać i tak cię znają, bo przecież randomowi ludzie nie czytają blogów, nawet ty nie czytasz blogów, najwyżej jakieś resztki podesłane przez znajomych (pozdrawiam znajomych). Sprzeciwiając się całemu światowi i samej sobie, może jednak napiszę marne dwa zdania o mnie, tak dla zachowania pozorów.

 Więc jestem Max, mam 17 lat i chodzę do liceum na profil mieszany (oprócz skillów przedmiotowych mam także prawo do szkalowania zarówno mat-fizów, biol-chemów jak i samych humanów, fajnie, co nie?). Lubię sztukę robić, sztukę odkrywać i ze sztuką obcować. Piszę niegramatyczne zdania, brzydko formatuję tekst i w ogóle wszystko tak do dupy robię. Jedyna rzecz przytwierdzona do mojej ściany w pokoju to mapa świata w odwzorowaniu Mollweidego za dyszkę, która jeszcze ani razu mi nie pomogła i jest jakaś taka brzydka. Język angielski to ziomek, to samo media i kultura, którymi również się interesuję. Nie przepadam za serialami, aczkolwiek zdarza mi się raz na jakiś czas coś obejrzeć i polubić. Wolę filmy, muzykę której nikt nie słucha, brutalizm, socrealizm, dobrą kawę i brak internetu. Wyznaję wiarę katolicką, wierzę też w dobrą przyszłość i dobroduszność ludzi. Mam dość pozytywne nastawienie do życia i w ogóle życie to cudowna rzecz, ale czasem rzucam nihilistycznymi żarcikami, zwykle ironicznie. Chodzę po lumpach, sprzeciwiam się konsumpcjonizmowi i zabijaniu zwierząt na futro. Może być?

 Dlaczego kaganek?
Wszystkie fajoskie nazwy są zajęte, więc weszłam na stronę słownika języka polskiego i sprawdziłam "słowo na dziś". Dla niewiedzących, kaganek to taka lampka oliwna, można sobie wyguglać, nie wyskoczy nic obskurnego.

 Jak to zwykle bywa, mam pełno pomysłów na posty, mało motywacji i mało czasu. Piszę kiedy jestem chora (teraz jestem chora), lub mam wyjątkowo dużo czasu wolnego, co się często nie zdarza. Zwykle po jednym, dwóch postach mi się odechciewa i albo usuwam wszystko i zaczynam od nowa albo nie usuwam i zaczynam jeszcze raz na nowym blogu. Mój najdłuższy blog obchodził roczek tylko po to, żebym mogła porzucić go chwilę po świętowaniu. Chcę, aby tutaj znalazły się moje przemyślenia na wszelakie tematy, aby tak za kilka lat to sobie znaleźć i utonąć w morzu łez (pozdrawiam siebie za kilka lat). Nie wiem, czego można po mnie oczekiwać, ale na pewno pojawi się kilka wpisów na temat muzyki, sztuki, może coś o jedzeniu, osobach, które mnie inspirują, filmach, czy moim życiu (nie łudź się, nikogo to nie interesuje).
Jednym, bardzo brzydkim słowem l a j f s t a j l.  

 Myślę, że tyle wystarczy jak na dobry początek i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Wszystkie ważne linki wrzucę gdzieś w boczny pasek. Pozdrawiam i szanuję wszystkich, którzy dotarli do tego momentu, dziękuję wszystkim moim fanom, za to, że jesteście. Jeszcze tu wrócę.


 A, i jeszcze jedno.
Jestem wege.