Może zacznijmy od początku.
Gustav Åhr, czyli tytułowy Lil Peep, urodził się 1 listopada 1996 roku, zmarł kilka tygodni temu, 15 listopada 2017. Tworzył odkąd miał 17 lat, jego muzyka była mieszanką lo-fi, rapu, samplował grunge, rock i brit pop. Ogół tej twórczości można określić mianem emo rapu lub emo renesansu. Wydał jeden album studyjny i cztery mixtape'y, brał również udział w kilku innych projektach i tworzył z różnymi artystami.
Gus zmarł prawdopodobnie od przedawkowania xanaxu, ale w substancji znaleziono też fentanyl. Tu pojawiają się teorie spiskowe. Dziewczyna, która sprzedała mu tabletki kilka razy dosypywała różne rzeczy do narkotyków, które rozprowadzała, co kiedyś prawie skończyło się śmiercią jej i jej chłopaka. Chwilę po śmierci artysty wyszła ze wszystkich konwersacji i zniknęła z internetu. Po internecie krąży wiele screenów z dowodami, jak i wiele innych elementów budzących podejrzliwość.
Manager Lil Peepa wielokrotnie podkreślał, że artysta kochał swoją sztukę i pomimo całej tej depresyjnej otoczki, którą wykreował głównie przez teksty piosenek i nawiązania do kultury emo bardzo lubił swoje życie i nie chciał umrzeć. Dodatkowo, w swoim ostatnim filmiku dodanym chwilę przed drzemką, z której już się nie obudził, Peep mówi ile wziął tabletek i że czuje się bardzo dobrze. Kończy filmik słowami "do zobaczenia na koncercie", co łamie serce wyjątkowo mocno, biorąc pod uwagę następstwo wydarzeń.
Jego śmierć była prawdopodobnie nieszczęśliwym wypadkiem albo morderstwem. Policja ruszyła z dochodzeniem, ale najszybciej dowiemy się wszystkiego dopiero za kilka tygodni, kiedy zakończą się badania toksykologiczne.
Bardzo trudno uwierzyć w tą sytuację, ale jedno pozostanie faktem. Muzyka Gustava dała wielu ludziom inspirację, chęć tworzenia, a odebrała strach przed pokazaniem samego siebie. Jego oryginalna osobowość, jak i bezpośredniość i brak oporów przed wyrażaniem siebie z pewnością pomogła wielu ludziom. Osoby, które poznały go osobiście, bez przerwy poskreślają jakim ciepłym człowiekiem był.
O wiele lat za wcześnie, Gus. Tęsknimy.
